ZALOGUJ SIĘ REJESTRACJA

Usłysz wszystkie odcienie dźwięków

Moja historia A A A

Dźwięki marzeń... 15 lis, 2015

W świecie moich marzeń...

"W świecie moich marzeń jest dźwięk. Chciałabym słyszeć głos swojej mamy, przyjaciela... ptaki śpiewające radośnie... a także igłę stukająca po szkle." - tych fragmentów z wypracowania mojej 11-letniej Reni chyba nigdy nie zapomnę.

Dzieci w Szkole Podstawowej Społecznej im. Dzieci Zjednoczonej Europy w Warszawie miały napisać wypracowanie o marzeniach. Pisały więc o podróżach, pięknych zabawkach, komputerach, a moja Renia miała jedno marzenie - pragnęła słyszeć jak inni. Jej zadanie domowe, które miało być dużym wypracowaniem zajęło zaledwie pół strony małego zeszytu. Pani doskonale zrozumiała, że słów wielu nie trzeba, aby wyrazić to, co najcenniejsze. Ocena celująca była dla Reni i najbliższych dużym przeżyciem. Zeszyt od polskiego do dziś leży na strychu wraz z innymi cennymi przedmiotami, które pozostawiły trwały ślad ciężkiej pracy uwieńczonej sukcesem. Dzieciństwo okupione trudna, żmudną rehabilitacją słuchu i mowy zaowocowało. Dziś już 22-letnia studentka zootechniki na SGGW w Warszawie może się pochwalić wieloma wspaniałymi osiągnięciami. Piękne są chwile, kiedy bierze do ręki gitarę i płyną dźwięki muzyki.

Renia poszła do przedszkola razem z rówieśnikami. Nie miała na początku aparatu słuchowego, więc była bardzo zagubiona. Pierwszy aparat udało się jednak szybko zdobyć. Duże pudełko, sznurki, wkładki. Nie było to ładne i wygodne. Jednak najważniejsze było to, że zaczęła słyszeć. Ćwiczenia słuchowe sprawiły, że bardzo ładnie rozróżniała dźwięki. Stopniowo, przez wiele lat, rozwijała słuch, dzięki czemu mogła śpiewać wraz z chórem szkolnym nie tylko na akademiach, ale także na deskach prawdziwego teatru. Nie byłoby to możliwe bez aparatów słuchowych, których przez te lata miała wiele. Zdobywane były z wielkim trudem, ale były niczym powietrze, bez którego człowiek nie mógłby oddychać.

Fruwająca poduszka

Kiedy położna zabrała po karmieniu mojego maleńkiego synka, poczułam jak wielka poducha ląduje ma moim łóżku. Zaskoczona odwróciłam się w stronę drugiej szczęśliwej mamy, z którą dzieliłam pokój po urodzeniu dziecka. Z jej ust wyczytałam: "Gosia, wołam i wołam". Nagle zdałam sobie sprawę, że nie dobiegał do mnie żaden dźwięk. Beata, razem z którą spędziłam tydzień w szpitalu oczekując na poród, zobaczyła przerażenie w moich oczach. A przecież jeszcze poprzedniego dnia swobodnie rozmawiałyśmy. Stało się i choć bardzo trudno było mi się na początku z tym oswoić, radość z urodzenia synka szybko postawiła mnie mocno na ziemi. W końcu problem nie był dla mnie obcy. Miałam wówczas siedmioletnią córeczkę, która również miała wadę słuchu, a sama przecież niedosłyszałam od dziecka...

Szkoła specjalna dla niedosłyszących. Zamknięty krąg przyjaciół o tym samym problemie zdrowotnym. Nie było jeszcze w nas świadomości, że żyjemy w "getcie". Było tam na razie bezpiecznie; świat ludzi zdrowych był zbyt daleko, by cokolwiek zabolało. Przyszedł jednak czas, kiedy opuściliśmy mury szkoły, internatu i twardo lądowaliśmy w swych naturalnych środowiskach. Wróciliśmy skąd przyszliśmy, wróciliśmy w nieznany nam świat, a proces wtórnej socjalizacji był szokiem, którego długo nie mogliśmy pojąć. Ja miałam więcej szczęścia - mieszkałam w Warszawie, mieszkałam w rodzinnym domu.

Dziś mamy rodziny, spotykamy się przy różnych okazjach. Wszyscy zgodnie stwierdzamy, że szkoda, że wcześniej nie nosiliśmy aparatów słuchowych. Wielu z nas się po prostu wstydziło. Dziś jest to dla nas oczywiste, że od początku powinniśmy nosić aparaty, powinniśmy mieć rehabilitację, a o tym nie było wtedy mowy. Straconych lat nikt nam już nie wróci. Każdy z nas radzi sobie tak, jak potrafi...

Wspomnienia z przeszłości i długi proces wtapiania się w świat osób słyszących; doświadczenie i świadomość małymi krokami wnikająca we mnie przez długie lata, prowadziły mnie drogą nieustającego pragnienia rozwoju, zdobywania wykształcenia na coraz to wyższych szczeblach edukacji, co sprawiło, że moje życie wypełnione jest wolnością i niezależnością, działaniem i dzieleniem się z innymi, poszukiwaniem i urzeczywistnianiem marzeń. Dziś wiele czasu poświęcam działając na rzecz wyrównywania szans edukacyjnych osób niepełnosprawnych oraz poprawy ich statusu społecznego i ekonomicznego, w tym szans na rynku pracy.

Mamo, czy mnie słyszysz?

Chyba w każdej rodzinie dzieci mają wieczorem dużo do powiedzenia. Gdy już czas iść spać, tyle się ważnych rzeczy przypomina. Kiedy już leżę w łóżku Michał jeszcze kilka razy przybiega, aby przekazać mi sprawę nie cierpiąca zwłoki. Wtedy jest zawsze tak samo - pyta: "mamo, masz aparat?". Jeśli nie, to czeka, aż założę i mówi.

Bez aparatu nie mogłabym pracować, działać, funkcjonować. Bez aparatu czuję niepokój, bo nie mam kontroli nad otoczeniem. Nie wiem, czy nie dzieje się coś ważnego, co nie powinno umknąć mojej uwadze. Nie wyobrażam sobie życia bez aparatu. Tak samo myśli Renia, która dodatkowo korzysta z systemu FM, dzięki czemu ma bardzo dobre notatki z wykładów i ćwiczeń i jest jedną z najlepszych studentek na roku, za co dostaje stypendium.

Przed laty broniłam się przed aparatem, jakbym bała się zależności. Dziś aparat jest częścią mojego ciała. Choć brzmi to nieco dziwnie, to jednak stało się faktem. Po urodzeniu syna aparat musiałam założyć i szybko się przekonałam jak wiele dzięki temu zmieniło się w moim życiu. Zaczęłam się kształcić, działać na rzecz niepełnosprawnych, jestem bardziej otwarta i niezależna. Czuję, że mam wielki potencjał, którym mogę podzielić się z innymi. Wiem, czego im potrzeba dzięki temu, że mam aparat i słyszę co do mnie mówią.

Porównując moją Renię i mnie, dostrzegam ogromną różnicę. Jej dzieciństwo było trudne, bo wypełnione rehabilitacją nie tylko słuchu i mowy, a także rehabilitacją społeczną, bowiem od samego początku uczyła się funkcjonować wśród zdrowych rówieśników. Moje też było trudne, bo żyłam w izolacji, do której sama się poniekąd przyczyniłam, bo zbyt długo "dorastałam" do decyzji o noszeniu aparatu. Choć nagłe pogorszenie słuchu sprawiło, że aparat w końcu zaczęłam nosić, to jednak był to ogromny przełom w moim życiu.

Tak, gdybym wiedziała wtedy to co wiem dziś, z pewnością inaczej wszystko by wyglądało. Nie oglądam się jednak wstecz. Doświadczenia te wzmocniły mnie. Dziś cieszę się, kiedy dzięki Reni wracam do swojej młodości i uczę się piosenek, których wtedy nie mogłam poznać, bo po prostu ich nie słyszałam.

Uwielbiam, gdy struny gitary opowiadają niezwykłe historie o świecie dźwięku, świecie naszych marzeń...

Małgorzata Piątkowska
Warszawa